Jeśli chcesz zadać pytanie panu Andrzejowi Celińskiemu, proszę pisać na adres listy@andrzejcelinski.pl.
Dlaczego będzie Pan ubiegał się o mandat Senatora? Czy Senat to nie jest taka zsyłka polityczna? Po co nam Senat?
Długa odpowiedź. Prawdziwa. Nawet, jeśli nie za bardzo popularna. Senat, w perspektywie poważnych, systemowych dopasowań polskiej demokracji do współczesnych warunków jest niepotrzebny. Należałoby raczej wzmocnić pozycję Kancelarii Premiera. Ona powinna odpowiadać za wszystkie projekty rządu wnoszone pod obrady parlamentu. Dałoby to spójność i jasna by była odpowiedzialność za poziom legislacji. Ministrowie byliby od założeń, analiz, oceny konsekwencji i wstępnych projektów ustaw. Sejm powinien ograniczyć swoje kompetencje w tzw. III czytaniu. Przyjmować albo odrzucać ustawy, nie majstrować. Jak w konstytucji, prawda, że źle dzisiaj postrzeganej, z 1935 roku. Teraz rzecz zasadnicza – dlaczego ubiegam się o ten mandat? Po pierwsze – on jest. Ktoś go obejmie. Senat istnieje. Po drugie ja jestem pozapartyjny. Trochę jak wyzwanie dla istniejących partii. I ich kandydatów. Z moim nazwiskiem, biografią – niechaj się te partie zmierzą ze mną. Wygrają – o.k. Wtedy wiem, i każdy wyborca wie, że partyjność, taka jaka jest, zdaniem większości głosujących, ważniejsza. Po trzecie – ktoś kiedyś ten senat musi zlikwidować. I wprowadzić nowe prawo. Kto, jak nie ten, kto dwukrotnie był już senatorem, udowodnił, że ”nie pod siebie gra”, ma dzisiaj 61 lat, i napewno, kiedy ta sprawa będzie w senacie głosowana, zagłosuje tak, jak tu mówi. Po czwarte, w końcu i ostatecznie, ja tego senatorowania potrzebuję, żeby być widzialnym i mówić publicznie to, co moim zdaniem, spora większość moich wyborców uważa za rozsądne. Ja nie jestem, nigdy nie byłem, pozbawiony wolności prze partie.
Proszę wymienić swoje trzy największe osiągnięcia polityczne.
Przekornie, najpierw, że po tylu trudnych do zrozumienia moich decyzjach – politycznie żyję. Czyli jednak coś tam ze mnie się przebija do wyborców, do opinii publicznej nawet, jeśli kluczę, błądzę. A błądzę. O tym akurat wiem więcej, niż ktokolwiek inny. Czasem, z wiekiem i doświadczeniem myślę, że zrobiłbym coś innego, niż zrobiłem. Drugie – to „Solidarność”. Ta z 1981 roku. Miałem naprawdę wielki wkład. I nie zgłupiałem, kiedy uświadomiłem sobie, jak on jest wielki. Trzecie to Waszyngton, połączone izby, Lech Wałęsa mający świat przed sobą. Ale czwarte, dodatkowe, to LEVI’ S. W Płocku. W 1991 roku. Pierwsza wielka inwestycja, na prawie 1000 miejsc pracy, przeciw wszystkim, do dzisiaj tam jest, zatrudnia, płaci, produkuje. Ktoś inny ma taką w swojej politycznej biografii? A potem reszta. Ważna, aczkolwiek rozproszona. Ważniejsze są porażki. Najważniejsza ta z SLD. Trzeba było być bardziej stanowczym. Nie potrafiłem. Traktowałem ich jak uzdolnione dzieci specjalnej troski. Należało traktować normalnie. Dla nich i dla mnie byłoby to bardziej właściwie.
Czy możemy któregoś z polskich polityków określić mianem męża stanu?
Tak. Tadeusza Mazowieckiego. A z nieżyjących: Jacka Kuronia, może Bronisława Geremka. Może, bo on, wielki, nie zdołał jednak przezwyciężyć swoich ograniczeń. Potencjalnych mężów stanu było więcej. Przegrali. Polska nie chciała mieć mężów stanu. Wolała komiwojażerów. Akwizytatorów. Domokrążców. Polska ma taką politykę, jaką chce. Demokracja. Jednak najważniejsza. Nie kłócę się z jej werdyktami. Komentuję.
Kiedy będzie w Polsce lepiej?
O.k. Nie jest bardzo źle. Lepiej mogłoby być, ale piłeczka po stronie wyborców. Na dzisiaj, wybierają raczej wedle prostych emocji, a nie rozumu. I te partie paździerzowate. Wyborcy, jednak, nie chcą innych. Trzeba czekać. Z nadzieją. Nie jesteśmy głupkami. Demokracja ważniejsza od jej krytyki.
Jak Pan ocenia prezydenturę Bronisława Komorowskiego? Jest one lepszym prezydentem od Aleksandra Kwaśniewskiego?
Oceniam dobrze prezydenturę, roczną, Bronisława Komorowskiego. Lepiej niż sondaże. Ale Kwaśniewskiemu nikt nie dorówna. He is the best! Co dla mnie jest przykre. Wolałbym Mazowieckiego. Albo Wałęsę, któryby był taki, jak w 1981 roku. Uważny. Wsłuchujący się w to, co słyszał. Prawdy jednak nikt nie zadepcze. Kwaśniewski był świetnym prezydentem dla Polaków i dla Polski. Życie jednak płynie dalej. Nawet, jeśli okazałoby się, że Komorowski to prezydent jednej kadencji, ja cieszę się, że to on, a nie kto inny jest dzisiaj moim prezydentem.
Był Pan członkiem UD (potem UW), SLD, SDPL – dlaczego Pan odchodził z tych partii? Czy zamierza Pan zostać jeszcze członkiem jakiejś partii?
Od jakiegoś trzynastego roku swojego życia marzyłem całkiem świadomie o swojej Polsce. Najpierw w Wyszogrodzie. Potem o całej Polsce. Te marzenia, pamięć o tych marzeniach, dzisiaj mi przeszkadza. Nie ma demokracji parlamentarnej bez partii. Współczesna polska partyjność jest rodem z piekła. Ja szukam dobrego ustroju. Nie znalazłem. Nie wiem, czy znajdę. Sam nie czuję się na siłach tworzyć własną partię. Ja nie mam kompetencji organizacyjnych. Ale wiem, że ten schemat, ten wzór partyjności, jaki mamy, trzeba przełamać. Może zrobią to młodsi?
Proszę powiedzieć coś o sobie prywatnie. Gdzie Pan mieszka? Ma Pan rodzinę? Gdzie i jak spędza Pan wolny czas?
Mieszkam na Ursynowie. Z żoną. Młodszą ode mnie sporo. Mam trzech synów. Z małżeństwa, które, z mojej winy, rozpadło się, dwadzieścia lat temu. Nie mam wiele czasu wolnego. Zawsze mam poczucie tego, że czegoś nie zrobiłem. Ale, co roku, zawsze, tydzień spędzam w kajaku. W Polsce. Na ogół w okolicach Wigier. Trochę na jeziorach, trochę na Hańczy. Jest już dla mnie nudna. Pyzatym mam rower. Jeżdżę, od kwietnia po listopad trzy razy w tygodniu. W Lesie Kabackim. Czasem dalej. Po wale wiślanym. Aż po Górę Kalwarię. Ścigam się. Jeżdżę szybko. Dbam, żeby ważyć zawsze poniżej 79. To mnie napędza. Dzisiaj jest 77.
Jak Pan ocenia rządy Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej?
Dobrze i źle. Dobrze, bo Donald Tusk potrafił postawić tamę Kaczyńskiemu. Źle, bo Tusk traci czas. Mógłby więcej. I nie czyni różnicy, wobec PiS, jak idzie o zawłaszczanie państwa, rady nadzorcze, w państwie i w Warszawie. Ta okropna Gronkiewicz-Waltz. Te spółki komunalne! Te rady spółek marszałkowskich! Okropne. Tusk abdykował albo jest idiotą w tych sprawach. Nie jest idiotą. Abdykował. Jest, w swoim rozumieniu, politykiem. Ja się z taką polityką niezgadzam. To jest różnica. Ale go szanuję, Jest premierem. W Europie dobrym premierem. Daje świadectwo Polsce lepsze niż ona jest. Jest to trochę głupia sytuacja, kiedy ktoś, szeregowy w polityce ocenia generała. Tusk, do którego mam krytyczny stosunek, jest generałem. Sam wyrąbał sobie pagony.
Gdyby dziś został Pan Premierem to jakie trzy najważniejsze zadania postawiłby Pan przed swoim rządem? Proszę o krótkie uzasadnienie.
Dokładnie te, których nie rozumie premier. Solidarność! Równość i sprawiedliwość. W konkretnych, partykularnych politykach. Ale szczególnie, jak idzie o start w życie. O uczelnie. O zasady przyjmowania urzędników do służby państwowej. I twarda prywatyzacja. Tam zwłaszcza, gdzie jej brak tworzy partyjne dominia. I blokada prywatyzacji tam, gdzie są naturalne monopole. Jak ogrzewanie miasta. Żadnych ideologii. Rachunek. Żadnej partyjności. Demokracja.
Czy popiera Pan akcję „STOP Janosikowe”, która ma na celu zmniejszenie tzw. janosikowego” płaconego w ogromnej kwocie m.in. przez Warszawę?
Tak. To oczywiste. Ale, obok tego zagadnienia, powiedzieć trzeba, że nie ma sensu tworzenie jednostek administracji publicznej, jeśli ich zadania nie mogą być opłacone własnymi, podatkowymi, dochodami. Więc spokojnie z kolejnymi województwami. Powiatami. Mnie się zdaje, że to jest jedna z tych spraw, o której należy dyskutować. A nie o Smoleńsku.
Ostatnio mówi się tyle o możliwej koalicji lewicy z PiS-em. Czy Pan byłby skłonny wspierać taką koalicję? Czy lewica powinna bratać się z PiS-em?
Nie! I każde więcej słowo jest słowem niepotrzebnym.