Słabe i silne strony PO
Platforma Obywatelska przywróciła w swojej kadencji spokój, dała jakiś wymiar polityce międzynarodowe. Prowadzi nasze finanse, niespodziewanie dla mnie, sprawną ręką pana ministra Rostowskiego, (ale i premier Pawlak z PSL w tym nie przeszkadza) przez burze europejskiego i amerykańskiego kryzysu. Pokazała kilka interesujących osób potrafiących oprzeć się populizmowi opozycji (minister Kopacz i jej potyczka o szczepionkę przeciw ptasiej grypie). Wystawiła, w sprawach zagranicznych, ministra niewolnego od egotyzmu, ale energetycznego, pozostawiającego swych rozmówców z poczuciem, że jest z kim rozmawiać.
Minister, koncentrujący się raczej na sprawach pozaunijnych, ma tu wartościowe zaplecze (polska służba europejska od ministra Dowgielewicza w Warszawie po ambasadora Tombińskiego w Brukseli i, oczywiście nie bezpośrednio polski komisarz Janusz Lewandowski i gromadka naprawdę kompetentnych wysokich urzędników Komisji). W cieniu minister Giersz od sportu, z przejrzystym systemem finansowania sukcesu. Większość ministrów Platformy, to ludzie nie przynoszący jej wstydu. Świetna minister od funduszy europejskich, w nomenklaturze rządu, od rozwoju. Słabe punkty Platformy są, niestety, w resortach kluczowych dla tego rozwoju: w edukacji, w szkolnictwie wyższym i nauce oraz, wbrew temu, co w prasie i sondażach przedwyborczych – w sprawiedliwości. W edukacji chaos i kompletne rozmijanie się z opinią publiczną (czyżby syndrom Unii Wolności?). W szkolnictwie brak jakichkolwiek poważniejszych reform promujące jakość nauczania. Tam, gdzie wskaźniki konkurencyjności lokują nas na ostatnim miejscu w Europie. Masowe uczenie do nieistniejących, albo marginalnych zawodów. Rozmijanie się z rynkiem pracy. Wymiar sprawiedliwości pozbawiony standardów. Wszystko tam podporządkowane gnuśnej wygodzie państwa. Minister z rozmiarem kapelusza nie na ten resort. Popularny jednak. Jak jego pisowski prapoprzednik, niejaki Ziobro.
Wszechobecne partyjniactwo
Cena spokoju jest wysoka. Brak długookresowej koncepcji rozwoju. Wrażenie bezcelowości tej polityki, poza przetrwaniem. Nie wiadomo dokąd zmierzamy, czego chcemy i jakimi środkami chcemy to osiągnąć. Dotyczy to zwłaszcza kapitału ludzkiego. Wskaźniki obrazujące poziom szkolnictwa wyższego stawiają Polskę na ostatnim miejscu w Unii Europejskiej. Archaiczna jest koncepcja budżetu państwa. Bezsensowne transfery pieniędzy pomiędzy jednostkami samorządu terytorialnego budujące klientelizm a nie odpowiedzialność. Z piekła rodem system partyjny. Zablokowana informacja publiczna. Wszechobecne partyjniactwo. Zamykanie państwa przed obywatelami. Brak przestrzeni dla publicznej debaty. Likwidacja mediów publicznych, dalsze ich upartyjnienie i rezygnacja rządu Tuska z wysiłku dla ich rozwoju ukazują bezrozumność tej ekipy w planie polityki wykraczającej poza horyzont najbliższych wyborów. Ratuje Platformę, jak cztery lata temu, mierność alternatywy. Miarą jej porażki jest, że alternatywą staje się ruch Palikota. W polityce zaś nieoznaczoność i nieprzewidywalność nie jest atutem. Platforma to patia polskiej przeciętności. Chcemy przeciętności?
Demokratyczna twarz PiS
PiS, w końcówce kadencji, objawił demokratyczną, wolnościową twarz. Nie ma w tym własnej wartości PiS-u. Jest antywartość. Ciekawy jestem, czy po wygranych wyborach, pierwszą inicjatywą PiS będzie likwidacja zła uczynionego obywatelom i Polsce przez senatora Marka Rockiego i Platformę Obywatelską w sprawie dostępu do informacji publicznej? Czy Polska podpisze kartę praw podstawowych? Czy PiS odpartyjni administrację państwa, zwłaszcza samorządy? Ja po prostu nie ufam PiS. Mam wrażenie graniczące z pewnością, że jego liderzy po prostu nie lubią ludzi. Nie wierzą w dobre skutki dania im maksimum wolności. Ale to moje osobiste wrażenie. Mam dowód jedynie z przeszłości. To mocny dowód. Ale wiem też, że ludzie potrafią się zmieniać. Sam jednak nie gustuję. Nie mam łatwego wyboru, nie chciałbym jednak dla Polski ryzyka kolejnych wewnętrznych i zewnętrznych awantur.
Lewica szuka wciąż godnej siebie reprezentacji. Z dzisiejszego SLD niewiele rozumiem. Nie wiem o co im chodzi. Nie rozumiem przywództwa. Nie tylko Napieralskiego, ale i Kalisza. Nie pojmuję dlaczego są tak bardzo pozbawieni seksu. Dlaczego tak mało autentyczni. Nie rozumiem ściemniania w kwestiach podstawowych dla rozwoju. Znów, jak w przypadku PiS, kilka prostych pytań. Czy chcą społeczeństwa korporacyjnego, w którym silny staje się silniejszy, czy chcą solidarności, gdzie sprawiedliwość społeczna i równość możliwości nie są jedynie pustymi słowami? Więc, symbolicznie, Zbrzyzny czy Gardias? Wielkie pieniądze dla tłustych ryb, czy trochę przynajmniej prawdziwej, popartej decyzjami odnoszącymi się także do budżetu troski o niezamożnych? Czy i jak zamierzają, w istniejącej sytuacji budżetowej, podnieść jakość szkolnictwa wyższego? I umożliwić dostęp do niego młodzieży z gorzej sytuowanych domów? Jaki mają pomysł na ulżenie losowi chorych starszych ludzi wydatkujących trzecią część emerytury na lekarstwa? Jeśli jest mało pieniędzy na ich opłacenie, to skąd je wziąć, komu ‘odebrać’, i czy to wystarczy? No i ten ich etatyzm! On nie w ideologicznym wyborze ma przecież korzenie, a w wygodzie i własnym interesie. A czasem i w bezmyślności, braku odwagi pomyślenia na własny rachunek.
Koalicjant wszystkich
PSL jest niespodzianką dla mnie. Trzy razy koalicjant SLD. Trzy razy koalicjant prawicy. Ostatnia kadencja, w mojej subiektywnej ocenie, dla PSL korzystna. Z jednym zastrzeżeniem. Jest nim KRUS. To jest kilkadziesiąt miliardów złotych rocznie w budżecie. Wielkie pieniądze. W Komisji Europejskiej PSL gra dobrą dla Polski grę. Gra ją kompetentnie, jak idzie o rolnictwo. W wewnętrznej polityce Pawlak jest czynnikiem stabilizacji i spokoju. Trudno tego nie zauważyć. Jak idzie o interesy partii są jednak bezwzględni. Tak samo, a może i skuteczniej upartyjniają państwo, jak ich rywale. W tym wszyscy do siebie podobni.
Kolorowy ptak – Palikot
Palikot na koniec. Krótko. Lubię go. To kolorowy ptak. Interesujący człowiek. Czyta. Politykę mierzy jednak pieniądzem i rozróbą. Mnie to nie odpowiada. Takiej polityki nie poważam. Nie ma tam jakiejś ukrytej myśli. Jest pustka szuflad. Żadnych projektów. Palikot, podobnie jak PRL-owscy aspiranci władzy uważa, że wystarczy, zamiast Tuska i Schetyny, Kaczyńskiego i Napieralskiego, Pawlaka i Kowala postawić u steru Palikota, a Polska będzie lepsza, mądrzejsza i dostatniejsza. Ja tak nie uważam. Nie wystarczy. Trzeba mieć pomysł wykraczający poza kabaretowe sztuczki.
W sumie – nie będziemy mieć lepszego rządu po wyborach niż mieliśmy. Czas idzie trudniejszy. Partie trzeba zreformować. Palikot to jak Lepper. Dobrego nie czyni. PO i PiS zaklęśnięte w swoim bliźniaczym sporze. A mają razem grubo ponad połowę Polaków za sobą. Lewica słabiutka. Nie tylko sondażami, poparciem społecznym, ale i pomysłem na Polskę. Najbliższa kadencja, jeśli Sejm dotrwa przewidzianego końca, to będzie coś jakby międzyczas dla Polski. Czas trochę stracony. Albo coś dobrego w tym czasie się wykluje i śmiać się będziemy z dzisiejszych kłopotów, albo się nie wykluje. I po latach trudów transformacji odnajdziemy się tam, gdzie byliśmy zanim się zaczęła. W ogonie Europy. Na szczęście teraz to już tylko od nas samych zależy, a nie od Ruskich.
Powyższy tekst ukazał się w tygodniku PASSA z 6 października 2011 roku.