Wolę Tuska niż Kaczyńskiego.
Piszę to, gdyby ktoś po przeczytaniu tego co niżej pomyślał inaczej. Nie mogę
się jednak zgodzić, że to ma być ten najlepszy wybór. Stać nas i potrzebujemy
więcej, lepiej
i, przede wszystkim, mądrzej.
i, przede wszystkim, mądrzej.
Jestem człowiekiem starej daty. Wierzący.
Nie w Boga, lecz w człowieka. W sens demokracji. W wolny wybór wszędzie, gdzie
nie narusza to słusznych interesów drugiego. Demokracja i wolność generują
pokój i rozwój. Pokój jest najważniejszy. Dzisiaj nie mówimy o pokoju. Różni
idioci robią wszystko, by pokój został zrelatywizowany. A ludzie, w ogromnej
części młodsi ode mnie, ich czasem słuchają.
Wierzę, że polityk ma wobec
demokracji specjalne obowiązki. I ponosi szczególną odpowiedzialność. Pośród obowiązków
polityka, jak ja je rozumiem, jest obowiązek rzetelnej informacji. Własny naród
jest współgospodarzem, a nie przeciwnikiem. Wiedzieć powinien możliwie dużo.
Tak, aby każdy, kto tylko chce mógł sam wyrobić sobie zdanie na to i owo. Sam
wypracować swoje oceny, wybory
i decyzje.
i decyzje.
Polityk, taki jak Tusk, może się
mylić. Ma prawo do błędu. Nie może jednak, nie powinien, jeśli demokracja jest
wartością, bezkarnie manipulować. Jeśli
premier manipuluje informacją ktoś powinien powiedzieć: NIE!
Mówię NIE! Dość Tuskowej
platformianej hucpy. Możecie tego nie czytać. Ja mam obowiązek to napisać.
Takie jest moje życie. Zawsze mówiłem to, co myślałem. Nawet, kiedy byłem
zupełnie sam, jak w mojej szkolnej klasie. Było nas tam trzydziestu chłopców.
Siedemnastu było dziećmi esbeków. Ja tam, we wczesnych latach 60., mówiłem na
lekcji historii o Katyniu. Byłem sam. Przyzwyczaiłem się. Przed nikim nigdy się
nie ugiąłem. Ale też nie wywoływałem ciągle wojenek wokół siebie. Jeśli mnie
nie zaczepiano, sam nie zaczepiałem. Choć kilku służyłem jak pies. Ustępowałem miejsca.
Nawet, jeśli ci, którym ustępowałem błądzili. Każdy błądzi. Jedni bardziej, inni
mniej. Ci, którym ja ustępowałem – mniej.
Suma ich indywidualnych zasług większa niż niejednego platformianego czy pisowego
batalionu. Tusk nikomu nie służył. Kaczyński udawał kiedyś, że Wałęsie służy.
Wałęsa nabrał się na to. Kto tego nie rozumie, że służyć i służyć to różne
rzeczy, też niech przestanie czytać. Nie dla niego ten tekst.
Donald Tusk jest premierem o
najdłuższym w demokratycznej Polsce stażu. Nikt przed nim od 1918
i potem od 1989 roku premierem dłużej nie był.
i potem od 1989 roku premierem dłużej nie był.
Wywodzi się z „Solidarności”. Która
dzisiaj z Dudą, wcześniej ze Śniadkiem jest zaprzeczeniem mojej solidarności. Tusk
był z mojej solidarności. Tej prawdziwej. Stał się liberałem. Opuścił
solidarność. Ideę, nie związek. Dobre jego prawo wyboru. W demokracji nie
ocenia się, ze względów moralnych tego, co kto wybiera. Jeden zostaje
socjalistą, inny liberałem. Kto inny jeszcze inaczej. Po to mamy wolność, by
każdy odnajdywał się na ideologicznej mapie tam, gdzie uważa za słuszne.
Tusk opuścił też przyszłość. To
już gorzej. Bo jest premierem. I będzie jeszcze przez kolejne trzy lata. Szmat
czasu. Zwłaszcza, że to czas szczególny. Bogaty w unijne pieniądze nie na
wieczność, a jedynie na kolejne siedem lat. To jest czas na zmianę. Na
poprawienie cywilizacyjnego kodu, który służyć nam ma przez kolejne pokolenia. Przyszłość
wymaga wielkich inwestycji w człowieka. W miliony zdrowych, odważnych, dobrze
wykształconych i jeszcze lepiej ze sobą skomunikowanych mózgów. Przyszłość
wymaga inwestycji w oświatę, w kulturę, w wyrównywanie szans młodych. Czasem
przez środki tak odległe dobrej szkole, jak: rozwój transportu publicznego,
udostępnianie informacji publicznej, zapewnienie wolności kultury. Tusk tego
nie rozumie. Podobnie jak większość współczesnych Polaków.
Dlatego Tusk jest premierem.
Dlatego Platforma rządzi. Rządy są takie w demokracji, jaki jest lud. Jeśli, a
tak bywa, rządy są przez chwile lepsze – narody wygrywają w konkurencji z
innymi. Polska już nie wygrywa konkurencji. Polska utrzymuje się jednak w
peletonie. Nie jest tak źle. Ale kiedy Europa upora się z kryzysem –
odpadniemy. To przecież banał – wygrywa ten, kto trafnie i na czas się zmienia.
Kto prześpi swój czas zmiany pozostaje w ogonie.
Sztab ludzi premiera, za
publiczne pieniądze, pracuje by Tusk miał informacje, trafne ich oceny
i profesjonalne doradztwo. A on tym manipuluje. Jego piątkowe, 12 października wygłoszone, sejmowe wystąpienie, zwane expose, z demokracją nie ma wiele wspólnego.
i profesjonalne doradztwo. A on tym manipuluje. Jego piątkowe, 12 października wygłoszone, sejmowe wystąpienie, zwane expose, z demokracją nie ma wiele wspólnego.
Tusk udaje konkretnego. Podaje
liczby i cele.
Na program „Inwestycje Polski”- 40
miliardów do 2015 roku.
Na modernizację armii – 10
miliardów w latach 2013-2015.
Na modernizację komend policji –
1 miliard w latach 2013-2015.
Na autostrady i drogi – 43
miliardy w latach 2012-2015.
Na kolej 30 miliardów w latach
2013-2015.
Na pomoc dla małych i średnich
przedsiębiorstw – linia gwarancyjna dla kredytów obrotowych 60 miliardów w BGK.
Uczą ludzi na dobrych studiach,
że porównywać z sensem można jedynie rzeczy porównywalne.
Dlaczego więc raz konkretna
liczba miliardów złotych podawana jest w dwuletnim, a kiedy indziej
w trzyletnim przedziale czasu? Ma to jakieś uzasadnienie? Jakie? Ułatwia to ocenę tych liczb, ich wpływu na rzeczywistość? Nie podejmuję nawet wątku, że to tylko są obietnice. Ani tego, że nawet rozpulchniona suma tych kwot i tak mniejsza jest od unijnej subwencji.
w trzyletnim przedziale czasu? Ma to jakieś uzasadnienie? Jakie? Ułatwia to ocenę tych liczb, ich wpływu na rzeczywistość? Nie podejmuję nawet wątku, że to tylko są obietnice. Ani tego, że nawet rozpulchniona suma tych kwot i tak mniejsza jest od unijnej subwencji.
Kiedy podaje się konkretne kwoty:
na autostrady, na drogi, na kolej, na armię i policję, na pomoc dla
przedsiębiorstw - powinno się powiedzieć: Jaka różnica wobec minionych lat? I
jak się to ma do kwot, które dostaliśmy i które dostaniemy z Unii Europejskiej?
Której zresztą był sceptyczny, gdy siedział na ławach opozycji.
Jaki jest wybór? Komu ten dobry
pan daje, a komu odbiera?
Swoje daje?
Ongiś liberał. To się
skompromitowało. Za jego kadencji. W październiku 2008. Nie wspomina tego. Płynnie
przechodzi ponad zmianami, jak i ich przyczyną. Także ponad odległymi w czasie
skutkami neoliberalnej polityki lat poprzednich. Kto wie, kim on dzisiaj jest?
Może konserwatystą, może socjalistą? Widać, że coraz wyraźniej Tusk jest
etatystą. I to w gospodarce, w przedsiębiorczości. Rozwijanie instrumentu
finansowania przedsiębiorczości finansowanego unijnymi pieniędzmi
w strukturach administracji państwa, przy jednoczesnym zwijaniu OFE, rynku ubezpieczeniowego
to obok innych odległych w czasie konsekwencji, zwiększenie pozycji partii i jej aparatu gospodarce. Jaki przedsiębiorca mu podskoczy?
w strukturach administracji państwa, przy jednoczesnym zwijaniu OFE, rynku ubezpieczeniowego
to obok innych odległych w czasie konsekwencji, zwiększenie pozycji partii i jej aparatu gospodarce. Jaki przedsiębiorca mu podskoczy?
Ma Tusk w swoim rządzie Gowina.
Ma też Arłukowicza. Akurat, obok jeszcze pewnej pięknej pani, najsłabszych
swoich ministrów. Tyle, że jeden chce stworzyć piekło kobietom, a drugi już nie
wiadomo czego chce. Poza tym rzecz jasna, żeby być ministrem.
A może, po prostu, ten Tusk to
medialnie sprawny pływak. Wszystko mu jedno gdzie płynie. Taki może jest
zresztą ten nasz Tusk, jaki jest dzisiaj świat. Różnice celów podstawowych,
zwanych kiedyś ideologiami, zatarły się. Sprawiedliwość. Równość. Człowiek. Przyszłość.
Ład przestrzenny. A kogo, k… to obchodzi? Władza, wpływ i pieniądze. Czym oni
różnią się od małżeństwa młodej pani Kaczyńskiej, Dębskiego z Ruchu Palikota?
Tych ludowców, co się w biznesie sprawdzali?
Jest ideowa magma. Jej ludzkim
odpowiednikiem – swołocz. Amorficzna. Bezkonturowa. Szara. Zapatrzona w rady
nadzorcze. W państwo, z którego ssać można tyle ile wyssać można. Tusk już nie
prywatyzuje wielkich spółek. On je obsadza. Ssącymi. Kumplami kumpli. Tymi,
którzy mu potrzebni. Obsadza u siebie, w rządzie, w agencjach i
przedsiębiorstwach rządowi podległych. Albo u koleżanki, wiceprzewodniczącej
PO, prezydentki miasta. Albo gdzie indziej. Jak w PRL. Coś tak ktoś kiedyś
mówił o wszach oblepiających kołnierze. Kultura mocarniejsza niż ustrój. Trwalsza
niż wojny i rewolucje. Solidarność to epizod. Wciąż najwybitniejszym dziełem
polskiej socjologii pozostają „Chłopi” Reymonta.
Gomułki Tusk nie pamięta. Ja
owszem. Czym się różnią? Wzrostem? Taka jest dzisiaj polska demokracja. Poncyliusz
(PS) – proszę bardzo. Spółeczka państwowa. A mówi, że przedsiębiorca. Czarnecki
(PiS) – chwilowo, cudem, w PE. Joński
(SLD) – chwat chłopak. Że powstanie warszawskie dla niego to 1989 rok? Komu to
wadzi? Wyborcom? Magma. Pulpa. Szajs.
Tusk gada i gada. Bezkarnie.
Gazeta napisze, że fajnie gada,
mądrze, konkretnie
Broni nas przed PiS’em z jego
szaleńcami. Zuch!
„Mieszkania dla młodych”. Chce dopłacić 10-15%
do kosztu zakupu mieszkania. Pytam: komu 10%,
a komu 15%. To 30-40 tysięcy złotych. Przy średniej pensji 3,5 tysiąca. Skąd ta kasa? Komu weźmie, żeby dać? Czy da temu, który kupuje, czy temu, który sprzedaje? Rząd ma obowiązek szukać rozwiązań prawnych i finansowych obniżających jednostkowe koszty mieszkania tak, aby stały się bardziej dostępne dla średnio uposażonych obywateli, a nie dopłacać temu lub owemu. I zapewnić jakiś margines, w Polsce raczej większy niż mniejszy, mieszkań komunalnych, pod wynajem socjalny, a nie komercyjny. Rząd ma opracowywać prawo sprzyjające koncentracji miast, metropolii. Budować finansowe narzędzia wykupu ziemi i jej zbrojenia. Komunikować z centrami rozwoju. Rozwijać transport publiczny, zwłaszcza wzdłuż linii łączących metropolie. Jak przed wojną.
a komu 15%. To 30-40 tysięcy złotych. Przy średniej pensji 3,5 tysiąca. Skąd ta kasa? Komu weźmie, żeby dać? Czy da temu, który kupuje, czy temu, który sprzedaje? Rząd ma obowiązek szukać rozwiązań prawnych i finansowych obniżających jednostkowe koszty mieszkania tak, aby stały się bardziej dostępne dla średnio uposażonych obywateli, a nie dopłacać temu lub owemu. I zapewnić jakiś margines, w Polsce raczej większy niż mniejszy, mieszkań komunalnych, pod wynajem socjalny, a nie komercyjny. Rząd ma opracowywać prawo sprzyjające koncentracji miast, metropolii. Budować finansowe narzędzia wykupu ziemi i jej zbrojenia. Komunikować z centrami rozwoju. Rozwijać transport publiczny, zwłaszcza wzdłuż linii łączących metropolie. Jak przed wojną.
Od 1945 roku wokół Warszawy nie
zbudowaliśmy kilometra linii kolejowych dla połączenia jej
z suburbiami. Kilka zlikwidowaliśmy. Między innymi tę do Piaseczna i Góry Kalwarii.
z suburbiami. Kilka zlikwidowaliśmy. Między innymi tę do Piaseczna i Góry Kalwarii.
W socjalizmie barierą rozwoju
mieszkalnictwa była bariera podażowa. Za mało mieszkań!
W kapitalizmie, tą barierą jest popyt. Oczywiście można (ciekawe jak?) podsypać trochę pieniędzy indywidualnym inwestorom. Deweloperzy to połkną. Kwota, którą budżet (podatnicy) przeznaczy na dopłatę do mieszkań, w ramach takiego lub innego programu, zasili kasę deweloperów. Przerabialiśmy tę farsę. Kilka razy. Może właściwiej byłoby ustanowić w BGK specjalną linię kredytową dla gmin. Na wykup gruntów, ich ustrukturyzowanie, uzbrojenie, skomunikowanie. Gmina to czynnik publiczny. Poddany obywatelskiej kontroli. Dla przejęcia przez gminę renty gruntowej. To gmina, powiat i budżet będą przecież dowartościowywać tę ziemię inwestycjami publicznymi: szkołą, drogą, policją, energią, wodociągiem i kanalizacją. Prawem trzeba zachęcić/zmusić gminę, aby - po opracowaniu koncepcji urbanistycznej tych terenów - rozpisała konkursy, aby bez swojego zysku, ale i bez straty, odstąpiła tę ziemię, już ustrukturyzowaną planem zagospodarowania przestrzennego, drogami i działkami, wodą i kanalizacją, energią i wszystkim, co
w większej skali tańsze niż w indywidualnej skali – deweloperom. Na drodze konkursu. Którego kryteria ściśle związane są z przyjętą koncepcją – materialną i społeczną – miasta. Po wyjęciu tego, co tam ma być publiczne. Dopiero potem należy myśleć o instrumentach finansowania młodych. Tak na oko, ale bystrze patrzące, a nie ślepe oko, poza innej, lepszej jakości ładem przestrzennym
i oszczędnościami gmin z uwagi na koszty wykupu ziemi pod inwestycje publiczne, jednostkowy koszt metra kwadratowego byłby niższy o jakieś 12-14%. To zwiększyłoby liczbę tych indywidualnych poszukiwaczy swego miejsca na ziemi, którzy zyskaliby zdolność kredytową. O jakieś 40-50 tysięcy rodzin w skali kraju w miastach. Jest o czym rozmawiać. Czy Tusk, w swoim „drugim expose” zainicjował te rozmowę? Dał jej jakiś impuls?
W kapitalizmie, tą barierą jest popyt. Oczywiście można (ciekawe jak?) podsypać trochę pieniędzy indywidualnym inwestorom. Deweloperzy to połkną. Kwota, którą budżet (podatnicy) przeznaczy na dopłatę do mieszkań, w ramach takiego lub innego programu, zasili kasę deweloperów. Przerabialiśmy tę farsę. Kilka razy. Może właściwiej byłoby ustanowić w BGK specjalną linię kredytową dla gmin. Na wykup gruntów, ich ustrukturyzowanie, uzbrojenie, skomunikowanie. Gmina to czynnik publiczny. Poddany obywatelskiej kontroli. Dla przejęcia przez gminę renty gruntowej. To gmina, powiat i budżet będą przecież dowartościowywać tę ziemię inwestycjami publicznymi: szkołą, drogą, policją, energią, wodociągiem i kanalizacją. Prawem trzeba zachęcić/zmusić gminę, aby - po opracowaniu koncepcji urbanistycznej tych terenów - rozpisała konkursy, aby bez swojego zysku, ale i bez straty, odstąpiła tę ziemię, już ustrukturyzowaną planem zagospodarowania przestrzennego, drogami i działkami, wodą i kanalizacją, energią i wszystkim, co
w większej skali tańsze niż w indywidualnej skali – deweloperom. Na drodze konkursu. Którego kryteria ściśle związane są z przyjętą koncepcją – materialną i społeczną – miasta. Po wyjęciu tego, co tam ma być publiczne. Dopiero potem należy myśleć o instrumentach finansowania młodych. Tak na oko, ale bystrze patrzące, a nie ślepe oko, poza innej, lepszej jakości ładem przestrzennym
i oszczędnościami gmin z uwagi na koszty wykupu ziemi pod inwestycje publiczne, jednostkowy koszt metra kwadratowego byłby niższy o jakieś 12-14%. To zwiększyłoby liczbę tych indywidualnych poszukiwaczy swego miejsca na ziemi, którzy zyskaliby zdolność kredytową. O jakieś 40-50 tysięcy rodzin w skali kraju w miastach. Jest o czym rozmawiać. Czy Tusk, w swoim „drugim expose” zainicjował te rozmowę? Dał jej jakiś impuls?
Ta kasa dla „polskich
inwestycji”. No to pogadajmy o ekonomii. Kapitałowe fundusze emerytalne, na
które właśnie przeprowadzany jest zamach (inna sprawa: Kto im zagwarantował tak
wielką marżę zysku za operowanie tymi pieniędzmi?), spinają generacje, tworzą
kapitały inwestycji długoterminowych, finansowy fundament rozwoju. Trzeba
wiedzieć, że banki nastawione są na szybki zysk, fundusze emerytalne zaś
funkcjonują w zupełnie innej czasowej perspektywie. W teorii ekonomii mówi się,
że ze względu na ich właściwości stabilizacyjne, fundusze emerytalne powinny
kontrolować mniej więcej do 30% kapitału. Dzisiaj, w skali Świata kontrolują
około 12%. Dlatego, obok obłędnej polityki braku kontroli nad finansowaniem
rynkach nieruchomości i spekulacjami na rynkach instrumentów pochodnych jest
ten wielki kryzys. W Polsce kapitałowe fundusze emerytalne kontrolują mniej niż
4%. A Tusk zmierza do ich ograniczenia. Jak rozwijać inwestycje
publiczno-prywatne bez tego kapitału? Zwłaszcza te, których horyzont
inwestycyjny sięga 30-50 lat? Dzisiaj zasilani wartkim strumieniem euro może
temat nie wystarczająco jest oświetlony. Co będzie dalej, po wyschnięciu źródeł
europejskich? Staniemy z wielkimi infrastrukturalnymi decyzjami? Rok 2020 to
koniec, meta, grób? Przecież 60% pieniędzy wypłacanych z kapitałowych funduszy
emerytalnych na emerytury generowane jest już w czasie po przejściu człowieka
na emeryturę! Jeśli pieniądze gromadzone w funduszach dziesięć lat przed
osiągnięciem wieku emerytalnego przejdą do ZUS to całkowicie zburzona zostanie
logika procesu inwestowania tych pieniędzy! Składany procent daje wynik zależny
nie tylko od wielkości składki emerytalnej, ale i od czasu inwestowania. Rostowski
chce przejąć te pieniądze. Każdy pomysł skracanie horyzontu inwestycji obniża
wartość uzyskiwanego przez emerytów świadczenia. Liberalny kiedyś rząd tego nie
rozumie?! I tego, że będzie miał za moment problem z płynnością?
Tusk zapowiada przeniesienie
pieniędzy na gwarancje dla średnich i małych do BGK. Każda gwarancja państwa
jest automatycznie zaliczana w poczet długu publicznego. W rzeczywistości
jedynym wehikułem pozwalającym zamrozić znaczące kapitały na inwestycje
infrastrukturalne na długi czas są fundusze emerytalne. Tak jest ze względu na
długookresowy horyzont inwestycyjny funduszy emerytalnych i brak konieczności
bieżącego zabezpieczenia płynności. Tusk musi o tym wiedzieć. Dlaczego więc
mąci w głowach rodakom?
Dlatego, że ma sojusznika. Jest
nim Kaczyński. Polska nie ma już dzisiaj wystarczająco dużej liczby patriotów,
którzy chcą ją budować. Coraz więcej jest takich, którzy chcą ja burzyć.
Stajemy się jak Grecy. Wydoić swoje państwo – dobrze. Zadbać o jego przyszłość – trudniej. Tusk
jest dobrym premierem takich Polaków. Tak, jak Papandreu i Karamanlis byli
dobrymi premierami Greków. Jak się to kończy już wiemy.
Tekst został opublikowany we czwartek, 18 października w ursynowskim piśmie „PASSA”